poniedziałek, 27 czerwca 2011

O nieudanej próbie słów kilka


O tegorocznym majowo-czerwcowym spektaklu Soragumi będzie krótko. Niestety z braku czasu związanego z badaniami na uniwersytecie nie miałam okazji podzielić się spostrzeżeniami na bieżąco, a obecnie już tylko nowa inscenizacja "Phantoma", o której będzie w następnym wpisie.

"Utsukushiki shougai", jak łatwo domyślić się z podtytułu, to kolejna lokalna reinterpretacja zdarzeń, a właściwie relacji międzyludzkich, z czasów bitwy pod Sekigaharą. Tym razem, do nieco już przydługawej listy produkcji poświęconych temu okresowi (sztuki, seriale TV, mangi etc), swoje trzy grosze dołożyła Takarazuka proponując intrygującą koncepcję romansu Ishida Mitsunari i księżniczki Chacha (Yodo-dono).
Abstrahując od nieco kłopotliwie wydumanej fikcji (którą japońska publiczność na fali popularności losów sióstr Chacha-Hatsu-Go przyjęła zaskakująco pozytywnie) spektakl spełniał wszelkie estetyczne założenia nihonmono wystawianych w Takarazuce. Od strony gry aktorskiej spektakl prezentował się zaiste bardzo dobrze. Na szczególną uwagę zasługują Oozora Yuuhi oraz Miho Keiko, które niezwykle sprawnie łączyły techniki aktorskie Takarazuki z elementami tradycyjnych japońskich sztuk scenicznych nadając postaciom artystycznej efemeryczności i wiarygodności.
Niestety osobiście uważam, iż jest to zbyt mało by obronić spektakl przed stosunkowo niepochlebną oceną. Nieuporządkowany rytm prowadzenia fabuły, zyskiwanie czasu zbędnymi scenami, chaotyczne, zbędne wtrącenia oraz zamknięcie historii wokół nieco już przejedzonego, odwiecznego konfliktu między obowiązkiem a uczuciem opowiedzianego z niczym niezaskakującego punktu widzenia mężczyzny odarło spektakl z należnego mu uroku. A szkoda. Bowiem potencjał drzemiący w nihonmono Takarazuki uważam za nadzieję na odbudowanie jej świetności.

Niestety podobnie mają się sprawy z rewią "Luna Rosa", której zamysł pozostaje znany jedynie jej twórcy. Jedynym godnym uwagi układem tanecznym była scena obrazująca przesypujący się po pustyni piasek, której ekspresyjność, tempo oraz muzyka na długo pozostawiają widza po wrażeniem. Tak czy inaczej - ponownie zbyt mało by uznać całość za udaną. Zbyt dużo chaosu i mieszania wątków. Cóż bowiem dobrego może wyjść z rytmów flamenco na arabskim bazarze?

4 komentarze:

  1. Bardzo się cieszę, że blog znów odżył :)

    Bardzo mi brakuje polskich tekstów o Takarazuce, niestety polskich fanów (jak się zdaje) jest niewielu.


    Byłam niezwykle ciekawa tego spektaklu, szczególnie jako pierwszego dla Ouki Kaname w Soragumi, szkoda, że jak piszesz, nie wyszło najlepiej.


    Czekam z niecierpliwością na więcej notek.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Rany! Ktoś to czyta! :)
    Całkiem nowa energia do publikowania mnie natchnęła!
    *
    Niestety ostatnimi czasy oryginalne spektakle teatru Takarazuka pozostawiają wiele do życzenia. Co gorsza nie jest to wina aktorek (które można wymienić/podszkolić/zastąpić), a w dużej mierze dramaturgów, inscenizatorów oraz choreografów (o czym będzie w następnym wpisie). Poprawna gra aktorska i kilka bardzo dobrze wyreżyserowanych scen (np. egzekucja Ishida Mitsunari) nie zrobi spektaklu.

    Co się tyczy Kaname - nie wymieniłam jej nie ze względu na jakieś fatalne popełnione przez nią błędy, ale dlatego, że mimo bardzo ciekawej roli, którą otrzymała - czegoś mi brakowało w jej interpretacji. Kaname bardzo dobrze operowała dialogiem ale w kreacji postaci przeplatał się niepotrzebny element chaosu. Od chwili, gdy zobaczyłam ją w shinjinkouen "Kiri no Mirano" w 2005 wiedziałam, że to materiał na top. Przy czym oczekiwałabym od niej nieco więcej oryginalności. W chwili obecnej Kaname wydaje mi się wątpliwie udaną kopią Yuzuki Reon (Przy czym na szczęście wokalnie jest o wiele bardziej interesująca. Na tyle interesująca, że póki się nie zgrały, przez pierwsze dni wystawiania spektaklu Oozora wypadała dość blado w duecie z Kaname).

    Co się tyczy polskich fanów - trochę nas jest. Daleko nam do USA czy choćby Francji, a nawet Niemiec pod względem liczebności, ale trudno się temu dziwić. Materiałów zero, informacji zero (a jak już to co najwyżej stek genderystycznych bredni). Poza tym Takarazuka najsilniej oddziałuje na widza 'na żywo', a nadal mało który Polak może pozwolić sobie na wycieczkę do Japonii, żeby obejrzeć jakiś tam spektakl (jak to często bywa z fanami z USA). No i nasi rodacy bardzo umiejętnie się chowają (również przed innymi fanami).

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Jasne, że czytam:) , nawet nie wiesz jak się ucieszyłam jak zobaczyłam jak mój rss pokazał nową notkę na Twoim blogu!

    No właśnie jeśli chodzi o dramaturgów, miałam spore oczekiwania wobec historii 'Utsukushiki Shougai'. Ucieszyłam się, kiedy dowiedziałam się, że za scenariusz odpowiedzialna jest Ooishi Shizuka odpowiedzialna za 'Ai to Seishun no Takarazuka' (które mi osobiście oglądało się bardzo dobrze).

    Cieszę się, że Kaname w miare dobrze wypadła, od dawna trzymam za nią kciuki. Uwielbiam Yuuhi, ale jakoś będzie mi mniej żal kiedy przyjdzie czas jej 'retirement' , top Soragumi zostanie właśnie Kaname :) (bo na to się zanosi).

    Cóż, ja jako fanka z Polski, nie prowadząca żadnego bloga (może powinnam zacząć) czuję się trochę wyizolowana, i już powoli zaczyna mi to przeszkadzać. Obawiam się naprzykład, że stowrzenie jakiegoś forum Takarazukowego skończyło by się jego rychłym umarciem z powodu braku forumowiczów. Nawet na forum takawiki nie ma większego ruchu, wszysztko odbywa się w obrębie blogów na livejournal.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Rozumiesz więc, jak wielkie było moje zdziwienie w obliczu rozczarowania, jakiego doznałam tym spektaklem m.in. właśnie dlatego, że wyszło spod pióra Ooishi-sensei i naprawdę człowiek spodziewał by się czegoś lepszego. Jak już pisałam w notce - nawet nie chodzi o dobór historii a o jej prowadzenie. Cóż, może ten upadek będzie zapowiedzią wzlotu. Choć patrząc na to co się ostatnio dzieje... Szeroko pojęta "karda" Takarazuki przeżywa epokę 'przekombinowania' i póki się ona nie skończy nie spodziewałabym się niczego lepszego.

    Nie byłabym taka pewna czy Kaname obejmie top zaraz po Yuuhi. Osobiście uważam, że przydałoby się jej jeszcze kilka lat, może ze 2-3, jako nibante. Wszystkim wyszłoby na zdrowie. Niestety czy stety kontrkandydatów raczej nie ma więc obawiam się, że zadziała prawo 'braku wyjścia' i skończy się po Twojej myśli.

    Forum Takarazuczne istniało. Założone przeze mnie lat kilka temu i miało się zadziwiająco dobrze. Członków nie było wielu, ale działali aktywnie. Plus dzięki niemu kilkoro fanów wyszło z ukrycia. Niestety serwer, na którym forum było umieszczone padł (hacking), a forum Takarazuczne nie znalazło się wśród tych kilku szczęśliwców, które udało im się odzyskać ze zniszczonej bazy danych. Jak łatwo się domyślić - troszkę mnie ten incydent zdemotywował. Posiadam back-up szablonów, regulaminu, etc, ale notki przepadły.

    Ten blog powstał poniekąd w zastępstwie forum oraz by trzymać przy życiu moją aktywność w promowaniu Takarazuki. Ostatecznie stał się jednak średnio aktywnym zbiorem chaotycznych notatek dotyczących moich takarazucznych publikacji, przemyśleń i frustracji.

    No ale obiecuję się poprawić. W końcu muszę się trochę 'rozpisać' bo inaczej wyplucie z siebie doktoratu będzie boleśniejsze niż powinno :).

    OdpowiedzUsuń na zawsze